Ha Giang Extreme Motorbike Loop

Już sama nazwa – Ha Giang Extreme North Motorbike Loop – od początku wskazywała na pakowanie się w kłopoty… Jak więc mogłoby mnie tam zabraknąć?

Ha Giang to północna prowincja Wietnamu, znajdująca się tuż przy granicy z Chinami. Niesamowita, autentyczna i wciąż nieodkryta przez masy turystów. Razem z Martyną w 4 dni przejechałyśmy na skuterach pętlę motocyklową o długości 500 kilometrów.

Dzień 1

Z samego rana udałyśmy się do polecanej wypożyczalni motocykli. Wybrałyśmy najtańszą opcję (czego oczywiście później żałowałyśmy) – Yamahę Sirius 110 cc, 9 dolarów za dzień. Nigdy wcześniej nie jeździłyśmy na półautomatach, ale po „wyczerpującym” 2-minutowym instruktażu pan z wypożyczalni powiedział, że jesteśmy gotowe do drogi.

Pierwszego dnia miałyśmy dojechać do wioski Du Gia, oddalonej od miasta o 120 km. Widoki już od samego początku robiły niesamowite wrażenie, a potem było tylko lepiej. Jechałyśmy w otoczeniu nieziemsko pięknych gór, pól ryżowych i skał wapiennych. Ciężko było oderwać od nich wzrok, co w moim przypadku skończyło się oczywiście utratą równowagi i upadkiem… Wiedziałam, że prawdopodobieństwo spadnięcia ze skutera  na tym wyjeździe jest dość wysokie, jednak tym, że stało się to już po 15 minutach od wyruszenia w drogę zaskoczyłam nawet sama siebie. Na szczęście oprócz podartych spodni, stłuczonego kolana i lusterka wszystko było w porządku i mogłyśmy jechać dalej.

 

Ha Giang, pętla motocyklowa

Ha Giang, pętla motocyklowaHa Giang

Ha Giang, trasa motocyklowa, na skuterze
Już bez lusterka, ale z dobrym humorem

Ruch na trasie był bardzo spokojny. Najczęściej mijali nas mieszkańcy górskich wiosek – przedstawiciele ponad 20 mniejszości etnicznych. Dostrzegając obcokrajowców, uśmiechali się i machali. Dzieci przerywały zabawę i podbiegały do nas, by przybić piątki. Widziałyśmy ciężko pracujące w polu kobiety i pomagające im już kilkuletnie maluchy.

Kobieta w Ha Giang

Dziecko w Ha Giang

Dzieci w Ha Giang

Mimo żółwiego tempa, częstych przerw na zdjęcia i kawy, przed zachodem słońca udało nam się dojechać do Du Gia. Zatrzymałyśmy się w pięknie położonym homestay’u, prowadzonym przez miłą wietnamską rodzinę.

Dzień 2

Kolejnego dnia ruszyłyśmy dalej na północ. Naszym celem było dotarcie do miasteczka Dong Van tuż przy granicy z Chinami. Widoki były przepiękne, ale trasa stawała się coraz trudniejsza. Co chwilę pojawiały się ostre zakręty, duże nachylenia i wyboiste drogi. O ile dobry motocykl bez problemu poradziłby sobie z takimi trudnościami, to dla naszych sklejanych jednośladów były one nie lada wyzwaniem.

 

Ha Giang, góry, pętla motocyklowa

Ludzie w Ha Giang, mniejszości etniczne

Ha Giang

Ha Giang

Na trasie nie spotykałyśmy żadnych obcokrajowców, a i lokalnych widziałyśmy coraz rzadziej. Byłyśmy już głodne i chciałyśmy jak najszybciej dojechać do jakiejś wioski. Czym byłby jednak dzień bez usterki w moim skuterze?

Zjeżdżając z góry nagle przestał działać… hamulec! Serce zaczęło mi szybciej bić. Z całej siły docisnęłam ręczny i liczyłam, że poradzi on sobie z wyhamowaniem przed urwiskiem. Cudem udało mi się wyrobić na zakręcie. Brak hamulca odczułam jednak dużo bardziej niż brak lusterka. Szczególnie, że nasza trasa polegała akurat na zjeżdżaniu ze stromej góry… Jadąc 30 km/h myślałam, czy uda się w ten sposób dojechać do mechanika.

Na szczęście zaraz naszym oczom ukazała się mała wioska. Było to kilka domów i sklep spożywczy, w którym zauważyłam też jakieś narzędzia. Pojawiła się nadzieja! Właściciel sklepu, który najwidoczniej pełnił także funkcję miejscowego mechanika (a po godzinach pewnie jeszcze lekarza), podjął się naprawy mojego skutera. Nie wyglądał jednak, jakby wiedział co robi. Z pomocą przyszli inni mieszkańcy i chwilę później nad maszyną majstrowała już połowa wioski, zaś druga połowa odgrywała rolę obserwatorów/wsparcia. Po dwóch godzinach mój pojazd był gotowy do dalszej drogi.

Ha Giang, wizyta u mechanika
Teamwork makes the dream work

Byłyśmy pewne, że jesteśmy już blisko miejscowości docelowej. Możecie więc wyobrazić sobie nasze zdziwienie, gdy po sprawdzeniu lokalizacji okazało się, że po całym dniu jazdy znajdujemy się 10 km od Du Gia – wioski, którą opuściłyśmy rano. Jechałyśmy w złym kierunku i mało brakowało, a nielegalnie przekroczyłybyśmy granicę z Chinami. Naszej trasy nie było nawet na Google Maps, co wyjaśniało minimalny ruch i kiepską jakość dróg.

Tym sposobem robiąc Ha Giang Loop dodatkowo zaliczyłyśmy także Du Gia Loop. Nieplanowany off-road był jednak udany, a widok z naszego homestay’u wynagrodził nam trudy minionego dnia.

Widok z homestay'u w Du Gia
Widok z homestay’u w Du Gia
Ha Giang, Du Gia, kolacja
Kolacja w Du Gia wraz z typową dla tego regionu wódką kukurydzianą i mniej typowymi frytkami 🙂
Dzień 3

Opuścić Du Gia – podejście drugie. Przez wczorajsze nieogarnięcie, musiałyśmy przejechać teraz w jeden dzień trasę planowaną na dwa dni. Los wyjątkowo się do mnie uśmiechnął, gdyż tego dnia nie miałam żadnych problemów ze skuterem i ani razu nie zaliczyłam gleby.

Jadąc 20-kilometrową przełęczą Ma Pi Leng miałam okazję podziwiać jedne z najbardziej malowniczych krajobrazów, jakie kiedykolwiek widziałam. Droga znajduje się na wysokości ponad 1500 metrów i łączy miasteczka Meo Vac i Dong Van.

Wieczorem dotarłyśmy do miejscowości Yen Minh. Tego dnia przejechałyśmy ponad 160 kilometrów.

Ma Pi Leng Pass, przełęcz
Ma Pi Leng Pass

Ma Pi Leng Pass

Ha Giang

Dzień 4

Ostatniego dnia miałyśmy do przebycia trasę z Yen Minh do Ha Giang. Widoki wciąż były znakomite, a spotykani ludzie życzliwi i zaciekawieni pojawieniem się „białych twarzy” na ich terenach.

Na tym wyjeździe zrozumiałam pasję motocyklistów do podróżowania na dwóch kółkach. Zapach lasu, wiatr we włosach, adrenalina, wolność, uczucie lekkości… Nagle zdałam sobie sprawę, że uczucie lekkości w moim przypadku wynika z tego, że… zgubiłam bagaż! Mój plecak postanowił odłączyć się od naszej wyprawy, a wraz z nim paszport, karty bankowe, dokumenty i pieniądze. Szybko zawróciłam i ruszyłam w kierunku Yen Minh, wypatrując mojej zguby w przydrożnych krzakach. Po drodze zastanawiałam się, gdzie byłam, gdy moje rodzeństwo uczyło się w harcerstwie technik wiązania węzłów. Pewnie zajadałam się cheetosami ketchupowymi i grałam w Kangurka Kao, a teraz nie potrafię nawet przymocować bagażu do skutera.

Byłam już bliska płaczu, gdy za zakrętem zobaczyłam machającego mężczyznę z moim plecakiem! Co za ulga. Zeskoczyłam ze skutera i z wdzięcznością uścisnęłam mego wybawcę. Takie zachowanie wykraczało chyba poza normy panujące w jego plemieniu, bo spojrzał się na mnie jak na kosmitę i czym prędzej odjechał.

Wydawało mi się, że wyczerpałam już limit pecha na tej wyprawie, ale niestety nie. Po chwili zaczął padać deszcz i zrobiło się bardzo ślisko. Z kiepskimi hamulcami i niezłożoną stopką nie wyrobiłam na jednym z zakrętów i  wylądowałam na asfalcie, a zaraz za mną Martyna. Na szczęście nic nam się nie stało, ale w wypadku ucierpiał oczywiście mój pojazd. Tym razem oprócz zarysowań odłączył się też jakiś kabel, a spod skutera zaczął wyciekać tajemniczy płyn. Olej? Benzyna? Niestety moja wiedza z zakresu motoryzacji (a raczej jej brak) nie pozwoliła mi na odpowiedź. Bardziej interesowało mnie jednak inne pytanie: czy ten złom w ogóle ruszy dalej? Musiałam zbierać szczękę z podłogi, bo nie tylko odpalił, ale także wciąż działały oba hamulce i zmienianie biegów! Można było jechać dalej.

Podsumowanie

Dojeżdżając do Ha Giang wyglądałam jakbym wróciła z wojny, a nie z wakacji. Podarte ubrania, siniaki, pozdzierana skóra i spalone ręce (po co zabierać ze sobą krem z filtrem) to tylko niektóre z pamiątek po wyprawie. Do innych należą masa niesamowitych wspomnień z przejazdu najpiękniejszą trasą, jaką w życiu widziałam i niezliczone uśmiechy od ludzi, których spotkałam w drodze. Pomimo kilku niefortunnych zdarzeń, które mi się przytrafiły, przejechanie pętli motocyklowej było jedną z najlepszych rzeczy, jaką kiedykolwiek zrobiłam.

Post z informacjami praktycznymi i wskazówkami dotyczącymi wyjazdu znajdziecie tutaj. A teraz jeszcze kilka zdjęć z tego magicznego miejsca:

Ha Giang

Dzieci w Ha Giang

Ludzie w Ha Giang

Dzieci w Ha Giang

Ludzie w Ha Giang

Ha Giang, Ma Pi Leng Pass

Ha Giang

 

Ha Giang

Ha Giang, pętla motocyklowa

Ha Giang, skuter

 

14 komentarzy

      1. Hej, przepiękne zdjęcia i dzięki temu wpisowi zdecydujemy się odpuścić Sa Pa na rzecz Ha Giang ale na pewno nie będziemy mogli poświecić na to 4 dni bo do Wietnamu wybieramy się na 12 dni, jest możliwość zrobienia jakiejś krótszej trasy? Nie 500 km ? 😉
        Kolejne moje pytanie czy będąc w Wietnamie 12 dni na północy i w centrum nie będziemy zmuszeni na ciągły bieg? Oczywscie, ze chcemy zobaczyć jak najwiecej ale mimo wszystko są to wakacje i tez bysmy chcieli troche poczuć klimat urlopu, generalnie planujemy lot do Hanoi później zamiast Sa Pa – Ha Giang, zatoka Ha Long i Cat Ba, Ninh Binh i na koniec przed wylotem z Hanoi Hoi An na pozowanie chociaż będzie to październik inz tego co wiem może być z tym problem, co myślisz o takim planie ? Warto z czegoś zrezygnować na rzecz innych atrakcji, albo dodać czy zupełnie sobie odpuścić ?
        Z góry dziękuje za pomoc i pozdrawiam serdecznie !

        1. Hej, tak, na Ha Giang starczą też spokojnie 3 dni. Niektórzy robią krótszą trasę nawet w 2 dni, ale to już uważam jest trochę bez sensu – tylko jazda od świtu do zmierzchu bez czasu na postoje, podziwianie widoków czy zdjęcia. Co do planu to chyba odpuściłabym jedną rzecz (Ninh Binh albo Hoi An), żeby nie zaliczać wszystkiego w pośpiechu.Ale jeśli bardzo zależy Wam na zobaczeniu wszystkich miejsc to myślę, że jest to możliwe, ale może być trochę męczące – 1. dzień przyjazd i odpoczynek, 2. dzień Hanoi i nocny bus do Ha Giang, 3-5. dzień Ha Giang, 6-8. Ha Long Bay i Cat Ba, 9-10. Ninh Binh, 11. Hoi An i 12. Hanoi. Sama wolę na spokojnie raczej podróżować, więc odpuściłabym jedno miejsce, ale to też zależy kto preferuje jaki tryb podróżowania. Udanego wyjazdu! 🙂

      2. po wpisaniu “QT Guest House” wyskakuje kilkanaście miejsc. Mogłabyś podać, w którym dokładnie spałaś i zostawiłaś bagaże? Nie ukrywam, że ta dosyć prozaiczna sprawa mnie martwi, bo nie chce skończyć bez gaci na zmianę 😛 więc wolałabym zostawić walizkę w sprawdzonym miejscu.

        Czy będąc w listopadzie wystarczy bluzna , bluza i długie dresy czy dodatkowo brać jakąś odzież termoaktywną na ewentualne spadki temperatur w nocy?

        Z góry dziękuję za odpowiedź! 😀
        Bardzo fajnie czyta się Twojego bloga, przydatne informacje i piękne zdjęcia! Koniecznie muszę pojechać tam na skuterku.

  1. Witaj, czy warto jechać w okolice Ha Giang na przełomie listopada i grudnia? Mam dylemat, bo obawiam się, że nie będzie wtedy dobrej pogody na wyprawę w góry, pętlę motocyklową itd. Będę wdzięczna za podpowiedź 🙂

    Pozdrawiam,

    1. Hej! Zimy w Wietnamie Północnym niestety są nieprzewidywalne, szczególnie w górach. Raz może być mega zimno i padać śnieg, a za rok w tym samym czasie słońce i piękna pogoda. Ja bym chyba nie ryzykowała, bo sama trasa nie była dla mnie najłatwiejsza, a warunki pogodowe miałam niezłe. Myślę, że zależy to też od doświadczenia, czy dużo jeździłaś wcześniej na skuterze/motocyklu itd. Osobiście raczej odradzałabym Ha Giang w tym terminie. Pozdrowienia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *