Ba Vi – idealne miejsce na jednodniową wycieczkę z Hanoi

Życie w stolicy Wietnamu dostaje się w pakiecie z hałasem, tłokiem i smogiem. Ponad 7 milionów mieszkańców i 4 miliony skuterów robią swoje. Nic więc dziwnego, że czasem nachodzi człowieka myśl, żeby rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Co jednak, jeśli Bieszczady są trochę za daleko? Nic straconego, zawsze można rzucić wszystko i wyjechać do… Ba Vi!

Jest to park narodowy, znajdujący się zaledwie 1,5 godziny drogi od Hanoi. Można bez problemu dojechać tam na skuterze, który przyda się także do eksplorowania terenu na miejscu. Ci z lepszą kondycją mogą postawić na rower, ale ostrzegam – droga w parku wiedzie ostro pod górę.

Hanoi, 9.30

Wraz z Martyną, moją nieodłączną kompanką podróży po Wietnamie, wsiadamy na nasze jednoślady. Miałyśmy wyruszyć o 5 rano, ale coś nam nie wyszło… Pogoda jest całkiem niezła. Co prawda tylko przez pierwsze pięć minut – potem zaczyna padać. Na szczęście mamy ze sobą płaszcze przeciwdeszczowe, więc nic nie jest w stanie nas zaskoczyć.

W porze lunchu docieramy do naszego homestay’u. Składa się on z bambusowych domków, położonych w otoczeniu tropikalnych drzew i gór. Jesteśmy jedynymi gośćmi w ośrodku. Witają nas gospodarze – małżeństwo starszych Wietnamczyków. Oferują herbatę i wietnamską fajkę wodną. Z tej drugiej rezygnujemy – potrafi ona dosłownie zwalić z nóg.

Na lunch dostajemy ryż z mięsem, warzywami i liśćmi jakiegoś krzewu. Wcinamy lokalne przysmaki i czujemy, że jesteśmy gotowe do drogi. Bez żadnego planu ruszamy w góry.

Lunch na liściu bambusa
Lunch na bambusowym liściu

Gdzieś w dżungli, 14.00

Jedziemy przed siebie. Zieleń, szum drzew, rześkie, górskie powietrze – czego chcieć więcej. Wygląda na to, że oprócz nas na trasie nie ma żadnych innych obcokrajowców. Po drodze spotykamy jedynie kilku Wietnamczyków, którzy witają się z nami wołając ‘Hello!’.

Skręcamy w boczne uliczki, mniej lub bardziej przejezdne. Przez przypadek znajdujemy opuszczony francuski kościół i więzienie. Wcześniej odwiedzamy ogród botaniczny, który również wygląda na opuszczony. Nie da się ukryć, że miejsce ma niesamowity klimat.

Opuszczony kościół w Ba Vi, Wietnam, park narodowy
Opuszczony kościół w Ba Vi

Początkowo planowałyśmy spędzić czas w parku wodnym położonym na terenie Ba Vi, jednak tak pochłonęło nas odkrywanie zakamarków dżungli, że nawet nie zauważamy, gdy dzień zaczyna zbliżać się ku końcowi – tak samo jak i paliwo w moim baku.

Homestay, 19.00

Docieramy do naszego homestay’u na oparach benzyny. Po dniu w dżungli czuję się niczym Indiana Jones po odkryciu Królestwa Kryształowej Czaszki. Niestety tylko do czasu, gdy w bambusowej łazience staję twarzą w twarz z ogromnym pająkiem. To chyba tarantula. Dziś odpuszczę sobie mycie włosów…

Widok z naszej bambusowej chaty
Widok z naszej bambusowej chaty

Podsumowanie + informacje praktyczne

Ba Vi to dobra opcja na jednodniową wycieczkę z Hanoi. Myślę jednak, że spędzenie tam dwóch lub trzech dni byłoby idealnym rozwiązaniem. Teren jest dość duży i w jeden dzień nie da się go całego objechać. Zostając trochę dłużej, można zaplanować odpoczynek w parku wodnym, znajdującym się na terenie dżungli.

Wyjazd mogę polecić wszystkim zmęczonym tłumami turystów i naciągaczy, których nie brakuje w takich miejscach jak Ha Long Bay, Sapa czy Hanoi. Ba Vi jest wciąż nieodkryte, dzikie i autentyczne, co czyni je szczególnym miejscem na mapie Wietnamu.

Ceny w Ba Vi:

Nocleg w homestay’u – 200.000 vnd ~ 8,5 usd/ osobę

Bilet do Parku Narodowego – 60.000 vnd ~ 2,5 usd

Bilet do parku wodnego (do którego nie udało nam się dotrzeć) – 150.000 vnd ~ 6 usd

 

Ba Vi, Park Narodowy, góry, drzewa, Wietnam

Ogród botaniczny na terenie Parku Narodowego Ba Vi
Ogród botaniczny na terenie Parku Narodowego Ba Vi
Pola ryżowe w Ba Vi
Pola ryżowe w Ba Vi

Ba Vi

Ba Vi, Park Narodowy, Wietnam

Opuszczone francuskie więzienie
Opuszczone francuskie więzienie

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *