Ale Sajgon, czyli ruch drogowy w Wietnamie

Jak przejść na drugą stronę ulicy? Dlaczego nikt nie przestrzega przepisów drogowych? Jakim cudem na jednym skuterze mieści się kilkuosobowa rodzina z psem i szafą?

Tego typu pytania mogą nasunąć się w trakcie pierwszej wizyty w Wietnamie. Zebrałam 10 najważniejszych niepisanych zasad, abyście mogli wyobrazić sobie jak wygląda uliczny chaos i przygotować się psychicznie przed wyjazdem.

Jazda skuterem w Wietnamie
Gdy nie ma już miejsc siedzących, ale znalazło się jeszcze jedno stojące
  1. Używanie klaksonu dozwolone jest w każdym miejscu, o każdej porze i w każdej możliwej sytuacji, np. przy:
    • wyprzedzaniu,
    • przejeździe przez skrzyżowanie nieoznakowane,
    • wyjeździe z podporządkowanej,
    • pozdrowieniu znajomego,
    • dawaniu innym znać, gdzie się aktualnie znajduje.
  2. Klaksonu nie używa się natomiast w sytuacjach ostrzeżenia o niebezpieczeństwie lub upomnienia kierowcy, który np. wymusił pierwszeństwo i zajechał nam drogę. Ze względu na powszechność trąbienia nie wywarłoby to żadnego wrażenia. Zamiast tego często stosowanymi praktykami są: mrugnięcie światłami długimi/ zmierzenie kogoś wzrokiem/ rękoczyn.
  3. Chodniki nie są dla pieszych. W godzinach szczytu pełnią funkcję kolejnego pasa jezdni. Poza nimi służą jako parking dla skuterów.
  4. W trakcie dnia nie jeździ się na światłach. Jeśli włączycie je z przyzwyczajenia, inni kierowcy szybko wam o tym przypomną – mrugając i pokazując, żebyście je zgasili. W gorszym wariancie, dostaniecie mandat…
  5. Piesi nie mają pierwszeństwa na pasach. Aby przejść przez jezdnię nie należy jednak czekać, aż będzie pusto (to może się nie zdarzyć), ale powoli iść do przodu. Pojazdy wymijają pieszych i tym samym „umożliwiają” przedostanie się na drugą stronę.
  6. Jazda pod prąd jest niezwykle częstym zachowaniem u kierowców.
  7. Rowerzyści jeżdżą środkiem drogi (dlatego, że pobocze zajmowane jest przez jeżdżących pod prąd – patrz punkt wyżej).
  8. Sygnalizacja świetlna w praktyce wygląda następująco: zielone – jedź, żółte – jedź szybciej, czerwone – jedź ostrożnie.
  9. Pierwszeństwo na nieznakowanym skrzyżowaniu ma większy/ szybszy/ ten, kto pierwszy zatrąbi.
  10. Pojemność skutera wynosi:
    1. 5 osób lub
    2. 2 osoby + świnia lub
    3. 2 osoby + szafa/lodówka/telewizor lub
    4. 1 osoba + cała kwiaciarnia/ warzywniak lub
    5. 1 osoba + drzewo.

wietnam, skutery, hanoi

 

Artykuł pisany pół żartem pół serio (kto był w Azji Południowo-Wschodniej wie, że bardziej serio). Choć nie wygląda to zbyt bezpiecznie, to jakimś cudem ten dziwny system w miarę działa. Ludzie nie jeżdżą szybko, stąd też większość wypadków kończy się na otarciach. Warto jednak zachować szczególną ostrożność, nie przekraczać prędkości i zawsze prowadzić w kasku. Choć jazda skuterem w Hanoi czy Ho Chi Minh City (Sajgonie) może wydawać się ryzykowna, to myślę, że jest bezpieczniejsza niż bycie w tych miastach pieszym lub rowerzystą.

Na koniec kilka zdjęć, które pokazują, że wszystko jest możliwe. 🙂 Przynajmniej w kwestii przewozu rzeczy na skuterach w Wietnamie. Tysiąc jaj, sklep z wiklinowymi koszami, złote rybki czy… rekin – żaden problem!

Autorem poniższych zdjęć jest holenderski fotograf Hans Kemp.

 

Hans Kemp
Hans Kemp
Hans Kemp
Hans Kemp
Hans Kemp

7 komentarzy

  1. Pierwszego dnia pobytu w Hanoi z wycieczką zgodziliśmy się, że reguły gry są następujące:
    Klakson oznacza – jestem większy i silniejszy od ciebie i wiem dokąd jadę. Zakładam, że ty również znasz swój cel. Kontynuujmy więc obaj swoje działania w zgodzie.
    Brak klaksonu oznacza to samo.
    Rezultat – nie istnieje tu „road rage” czyli agresja na szosie.
    Pełna relacja z wycieczki tutaj: https://poledownunder.blogspot.com/2017/03/our-man-in-vietnam-1.html

    1. W rzeczywistości jest to prostsze niż się wydaje. Trzeba tylko zachowywać kontakt wzrokowy z nadjeżdżającymi pojazdami, iść w miarę równym tempem, i unikać samochodów, bo one niekoniecznie ustępują pieszym (ale jak nie masz wyboru, to podnosisz rękę, wchodzisz, i w ten sposób zmuszasz samochody do zatrzymania – na pocieszenie, ruch jest bardzo powolny). Natomiast możesz być pewna, że rzeka motorków płynnie się rozstąpi, żeby Cię przepuścić 🙂 A chyba najgorszą rzeczą jaką można zrobić jest zawahanie – w końcu ci wszyscy kierowcy muszą sobie jakoś “obliczyć trajektorię lotu” 😉 No i w żadnym razie nie należy przebiegać im przed nosami!

  2. Ja uważam, że i tak najgorszy i najbardziej wypadkowy ruch drogowy jest w Polsce. My akurat dużo jeździmy po Bałkanach, o których krąży mnóstwo złych opinii jeśli chodzi o drogi i lokalnych kierowców. Prawda jest taka, że tam nie widuje się wypadków. Natomiast w Polsce… Dramat.

    1. Coś w tym jest. W Wietnamie w trakcie 1,5 roku widziałam tylko jeden poważny wypadek; w Polsce niestety widzę ich więcej. Być może wynika to z tego, że ludzie jeżdżą u nas za szybko, a tam pomimo wszechobecnego bałaganu nikt tak nie pędzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *