10 rzeczy, których brakowało mi w Wietnamie

Słońce, piękne widoki, pyszne jedzenie i uśmiechnięci ludzie. Brakuje tylko klaszczącego kierowcy autobusu. Czy Wietnam to raj na ziemi? Może niektórzy odnieśli takie wrażenie po przeczytaniu wpisu Powrót z Azji – za czym najbardziej tęsknię? Dziś pokażę Wam drugą stronę medalu i opowiem o tym, co cieszy mnie w powrocie do Europy.

1. Słońce i błękitne niebo

Ale jak to, w Azji Południowo-Wschodniej nie ma słońca? Jest, ale często ukryte za szarą smugą zanieczyszczeń. To, że w danym mieście przez cały rok jest ciepło nie oznacza, że jest słonecznie.

Hanoi, smog
Charakterystyczny dla Hanoi kolor nieba
2. Brak gigantycznych szczurów, mrówek i latających karaluchów

Niektórym wydawać się może, że wszystko, co azjatyckie, jest mniejsze. Cóż, na pewno nie w przypadku robaków oraz innych stworzeń, których raczej nie chcielibyśmy spotkać na ulicy czy, co gorsze, w swoim mieszkaniu. A jednak w Wietnamie takie spotkania nie należą do rzadkości.

3. Jedzenie

Choć uwielbiam wietnamską kuchnię, nie ukrywam, że tęskniłam za zachodnim jedzeniem. Co prawda w dużych miastach nie brakuje europejskich restauracji, jednak ich oferty cenowe odstają od powszechnej wizji taniej Azji. Zdecydowanie wzrasta więc ranga wyjścia na pizzę czy pierogi. Do tego artykułami ekskluzywnymi stają się jabłka (13zł/kg), ser żółty (6zł/100g), owsianka (10zł/400g) czy dobre pieczywo (takiego w ogóle nie znalazłam).

4. zakupy

Koniec z próbami wciśnięcia się w bluzkę w rozmiarze XL i szukaniem butów na dziale męskim. Nigdy nie sądziłam, że będę tak wdzięczna za europejską rozmiarówkę.

5. Kosmetyki

Kto choć raz w azjatyckiej drogerii próbował znaleźć krem do twarzy/żel pod prysznic/cokolwiek bez napisu wybielający, doskonale mnie zrozumie. Ostatecznie zawsze można kupić kosmetyk z importu – oczywiście w cenie kilkukrotnie wyższej niż w Polsce.

6. Świeże powietrze

Fajnie jest wyjść z domu bez maski antysmogowej i następnego dnia nie obudzić się z bolącą głową/kaszlem.

Hanoi, Wietnam, smog, maska antysmogowa
Kask z daszkiem + maska = wietnamski styl
7. Ruch drogowy

Nie mówię, że ruch uliczny w Europie jest bezpieczny, ale na pewno szanse bycia rozjechanym przez pijanego kierowcę są trochę mniejsze. Wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tego, że samochody zatrzymują się przed przejściem dla pieszych. W Wietnamie kierowca może cię ominąć, obtrąbić lub rozjechać, ale na pewno nie przepuści cię na pasach.

wietnam, hanoi, ruch drogowy, skutery, bezpieczeństwo
Kierowcy, korzystający ze smartfonów w trakcie jazdy lub jeżdżący pod wpływem alkoholu to w Wietnamie duży problem.
8. Nikt się na mnie nie gapi

Choć w wielu przypadkach wpatrywanie się w obcokrajowców to objaw ciekawości a nie bezczelności, nieraz bywa to irytujące. Np., gdy grupka starszych Wietnamczyków wpatruje się w ciebie w knajpie, analizując każdy twój ruch pałeczkami, a ich bezzębne zalotne uśmiechy umilają ci posiłek.

9. Traktowanie zwierząt

Psy trzymane na łańcuchach lub ściśnięte w miniaturowych klatkach to niestety częsty widok w Wietnamie. Nie mówię o jedzeniu psiego mięsa – jest to temat na osobny artykuł.

smutny pies na łańcuchu, wietnam, hanoi, traktowanie psów

10. Bliżej do rodziny i przyjaciół

Ostatnie i najważniejsze – godzinny lot do Mamy za 50 zł brzmi zdecydowanie lepiej niż 15-godzinny za 1000. 🙂

 

Powyższe zestawienie nie ma na celu zniechęcenia kogokolwiek do wyjazdu! Wietnam to cudowny kraj zarówno do podróżowania jak i do życia (inaczej nie siedziałabym tam przez 1,5 roku!). Ma jednak swoje plusy i minusy i nie jest to raj na ziemi.

Dłuższy pobyt za granicą sprawił, że po powrocie do Polski zaczęłam doceniać rzeczy, na które wcześniej nawet nie zwracałam uwagi. I jeśli ktoś pytałby mnie o zdanie – Polska jest super! 🙂

6 komentarzy

    1. Zdecydowanie polecam! Jeśli obawiasz się wystąpienia szoku kulturowego to na początek zamiast Birmy czy Indii polecałabym np. Tajlandię lub Malezję – są lepiej rozwinięte, bardziej przystosowane do turystów i łatwo się po nich podróżuje. 🙂 Wietnam też oczywiście mega polecam!

  1. Świetnie Cię rozuniem! Pamiętam jak kilka lat temu w Turcji brakowało mi jabłek, bo ich cena była kosmiczna. Co śmieszne, w tym roku lira stoi tak nisko, że jabłka są w cenie tych z Polski.

    Czekam na kontynuację tej serii. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. Chyba najbardziej to powietrze mnie “razi”. My, nieprzyzwyczajeni do takich rzeczy możemy tęsknić za “naszą zwykłością”. Podziwiam Cię i tak, że tyle tam dałaś radę (choć nie wątpię, że jest też mnóstwo plusów). Mi po 3 tygodniach w Tajlandii brakowało europejskiego jedzenia, a do sklepów ubraniowych nawet nie miałam po co zaglądać przy moim wzroście. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *