Noc na marokańskiej pustyni – z Marrakeszu do Merzougi

Wycieczkę na Saharę zarezerwowaliśmy kilka tygodni przed podróżą do Maroka. Dzień wcześniej, będąc już w Marrakeszu, dostaliśmy wiadomość, że… wyjazd prawdopodobnie się nie odbędzie ze względu na planowany strajk kierowców. Organizator zapewniał, że zadzwoni rano i poinformuje nas o ostatecznej decyzji. W razie czego mamy być gotowi na wyjazd o 8.

Dzień 1.

7 rano. Na telefonie zero wiadomości. Dzwonię do organizatora.

– Co z naszą wycieczką?

– Kierowca będzie za 10 minut.

– Przecież miał być o 8.

– Zmiana planu. Za 10 minut odjazd.

Czas to w Maroku pojęcie względne. Budzę znajomych, mówię, że wycieczka się odbędzie. W miarę możliwości staramy ogarnąć się w 10 minut, co w hostelu z dwoma łazienkami na 30 osób jest sporym wyzwaniem. Ja oczywiście nie zdążam i poranną toaletę wykonuję dopiero na postoju w kawiarni.

Strajk na szczęście został przełożony. I choć nasz kierowca wygląda, jakby jechał z nami za karę, a na każde pytanie odpowiada po prostu „yes”, cieszymy się, że wyruszamy na Saharę.

Jedziemy przez góry Atlas, które prezentują się przepięknie. Co chwilę robimy krótkie przystanki na zdjęcia, niczym typowi Chińczycy na wakacjach. Z racji, że w Maroku będziemy tylko tydzień, zorganizowana wycieczka to dla nas najlepsza opcja. Jeśli ma się trochę więcej czasu, bardziej sensowne wydaje się jednak wynajęcie samochodu i robienie postojów wtedy, kiedy ma się na to ochotę.

Maroko, góry Atlas

Zatrzymujemy się w starożytnym mieście Ait Ben Haddou, w którym nagrano wiele filmów i seriali, m.in. Gladiatora i Grę o tron. Miejsce, choć dość turystyczne, robi ogromne wrażenie. Na obiad jemy tadżiny w knajpie, do której prowadzi nas kierowca. Ceny są zawyżone, a jedzenie zupełnie bez smaku. Niestety zatrzymywanie się w drogich i niezbyt dobrych restauracjach trzeba wliczyć w koszty wycieczki.

Ait Ben Haddou, Maroko, starożytne miasto
Ait Ben Haddou

Jedziemy dalej, podziwiając marokańskie krajobrazy. Zastanawiamy się, czy będą ostatnim widokiem w naszym życiu, gdy przed każdą kolejną skarpą kierowca dodaje gazu, a naszym oczom ukazują się połamane barierki.

góry Atlas, Maroko, widoki, trasa

Wieczorem dojeżdżamy do pięknie położonego hotelu, w którym mili Marokańczycy witają nas słodką herbatą. Nasze pokoje urządzone są w klimatycznym, arabskim stylu. Po spędzeniu poprzedniej nocy w średnio ciekawym hostelu, widok wygodnych łóżek z baldachimami wydaje się być marokańskim snem. 🙂 Żeby nie było zbyt pięknie, w hotelu jest zimno – na dwa duże pokoje i łazienkę przypada tylko jedna farelka, a ciepła woda starcza na prysznic dla półtorej osoby.

Na kolację jemy kolejnego już dziś tadżina.

Dzień 2.

Od rana leje deszcz i pracownicy hotelu informują nas, że planowany spacer po okolicy się nie odbędzie. Ale przynajmniej na śniadanie nie ma tadżinów, a naleśniki – to będzie dobry dzień!

Kierowca busa podjeżdża pod hotel. Popędza nas i marudzi, że nie jesteśmy jeszcze gotowi, choć poprzedniego dnia nie powiedział, o której godzinie ruszamy… W drodze na Saharę mamy jeszcze kilka przystanków, m.in. na zdjęcia w kanionie i na lunch w przydrożnej knajpie. Mając dość tadżinow, zamawiam spaghetti, które okazuje się być suchym makaronem z odrobiną sosu pomidorowego bez przypraw… w cenie 30 złotych. Z dwojga złego, chyba bardziej polecam tadżiny.

Maroko, droga, pustynia

Po południu dojeżdżamy do wioski Merzouga, graniczącej z największą pustynią świata. Zostawiamy bagaże w hotelu i przesiadamy się na wielbłądy. Jest nas siedmioro, więc razem z przewodnikiem tworzymy całą karawanę. Szybko zdaję sobie sprawę, że wielbłąd nie zostanie moim ulubionym środkiem transportu. Widok niekończących się piaszczystych wydm rekompensuje jednak ból pośladków. Do naszego obozu docieramy po około godzinie jazdy, idealnie przed zachodem słońca. Wdrapujemy się na jedną z wydm, z której podziwiamy magiczne niebo nad Saharą. Świat jest piękny. 🙂

Maroko, Sahara, Merzouga, krajobraz, pustynia, wydmy, zachód słońca

Sahara, wydmy, Merzouga, zachód słońca

Gdy jesteśmy już zmęczeni tarzaniem się po pustyni, turlaniem z wydm i robieniem piaskowych aniołów, wracamy do obozu. Marokańczyk pokazuje nam nasz namiot. Zachowuje się dość dziwnie, szczególnie, gdy mówi, żebyśmy nie wychodzili oglądać gwiazd z nikim innym, tylko z nim. Nie bardzo rozumiemy o co mu chodzi, ale zgadzamy się.

obóz beduinów, Sahara, pustynia, namioty
Nasz obóz na pustyni

Po obiedzie (chyba nie muszę wspominać, że był to tadżin) wraz z innymi turystami siadamy wokół ogniska, w którym radośni Arabowie palą pewną zieloną roślinę. Uczą nas gry na bębnach i lokalnego tańca. Szybko zostajemy wodzirejami imprezy, która zaczyna przypominać polskie wesele w momencie, w którym formujemy pociąg.

Późnym wieczorem podchodzi do nas przewodnik i pyta, czy pójdziemy oglądać z nim gwiazdy. Mając w głowie słowa Marokańczyka, który ostrzegał nas, by nie zgadzać się na takie propozycje, odmawiamy. Przewodnik dopytuje, czy ktoś mówił nam, aby z nim nie wychodzić. Wygląda na zmartwionego i zdenerwowanego. Słabo mówi po angielsku, ale gdy dowiaduje się, że moja siostra zna hiszpański, zaczyna długą przemowę na temat swoich wrogów w obozie, którzy nagabują turystów, by nie wychodzili oglądać z nim gwiazd.

W ten sposób zostajemy wplątani w niezrozumiały konflikt Marokańczyków, pracujących dla tej samej firmy turystycznej. Żeby było ciekawiej, przez duże zachmurzenie tej nocy na niebie nie widać akurat ani jednej gwiazdy. Dyskusja wydaje się więc zupełnie bez sensu. Jednak nie dla naszego przewodnika, który przeżywa całą sprawę i dalej namawia nas na wspólne wyjście z obozu. Po zakończeniu tej niedorzecznej rozmowy udajemy się do naszego namiotu.

Dzień 3.

Przed wschodem słońca dosiadamy naszych wielbłądów i ruszamy w drogę powrotną. Przewodnik oczywiście zaczyna dzień od tego samego tematu – dlaczego nie poszliśmy oglądać z nim gwiazd. Z racji, iż nie mamy już lepszych argumentów niż ten, że gwiazd nie było nawet widać, decydujemy się nie kontynuować tematu.

wschód słońca, wielbłąd, Sahara, Maroko

Przemierzamy Saharę w towarzystwie wschodzącego Słońca i naszego marudzącego przewodnika. Docieramy do hotelu, w którym czeka na nas śniadanie. Odbieramy bagaże i witamy się z kierowcą, który nie wygląda na zadowolonego naszym widokiem.

Tego dnia czeka nas ponad 8-godzinna podróż ciasnym busem do Marrakeszu. Jedziemy głównie przez góry. Widoki są przepiękne, jednak liczba zakrętów i marokański styl jazdy przyprawiają o mdłości, a niektórych z nas nawet o wymioty. Cieszymy się, gdy w końcu dojeżdżamy do Corner Hostelu, w którym po odczekaniu w długiej kolejce możemy wziąć zimny prysznic i zjeść pizzę zamiast kolejnego tadżina.

Informacje praktyczne:

Na wycieczkę wybraliśmy się z firmą Sun Dunes Experience. Nie rezerwowaliśmy jej bezpośrednio przez stronę, ale przez Polkę, na stałe mieszkającą w Maroku (jest taniej :)). Link tutaj.

Cena wynosiła 80 euro i obejmowała podróż minibusem, 2 noclegi (w namiocie na Saharze i w hotelu w drodze na pustynię), 2 śniadania, 2 wieczorne posiłki, przejażdżkę na wielbłądach i zwiedzanie miasta Ait Ben Haddou.

Pomimo niezbyt przyjaznego kierowcy i dziwnego przewodnika, wyjazd był super i szczerze polecam każdemu, kto planuje podróż do Maroka. Choć nie jestem fanką zorganizowanych wycieczek turystycznych, niektóre rzeczy ciężko ogarnąć na własną rękę. A spędzenie nocy w beduińskim obozie na Saharze to doświadczenie, które warto przeżyć. 🙂

Sahara, zachód słońca, Maroko, pustynia, wydmy
Sahara, wydmy, Merzouga, pustynia, krajobraz, Maroko
Sahara, wydmy, pustynia, Maroko
Ait Ben Haddou, Maroko, krajobraz, palmy
Ait Ben Haddou, góry Atlas, Maroko
wielbłądy, Sahara
Z ziomkami 🙂

Pozostałe wpisy z Maroka:

Jedno oko na Maroko, drugie na swój plecak z portfelem, czyli wrażenia z Marrakeszu

Essaouira – najlepsze marokańskie miasto?

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *