Wolonariat w centrum medytacji Thabarwa w Birmie

Na powitanie brak ciepłej wody, a kolejnego dnia brak wody w ogóle. Nie ma też klimatyzacji, gdy na dworze prawie 40 stopni. Są za to przerwy w dostępie do prądu i fatalny zasięg.

Co to za miejsce?

Thabarwa Meditation Center to ogromna wioska, znajdująca się godzinę drogi od Yangonu. Jest schronieniem dla wszystkich, którzy potrzebują akurat pomocy. Bez względu na to, z jakim problemem dana osoba się boryka, skąd pochodzi, w co wierzy i ile ma lat, znajdzie tu miejsce do spania, dostanie miskę ryżu i podstawową opiekę.

Centrum zostało założone w 2007 roku przez birmańskiego mnicha Ottamatharę. Obecnie mieszka w nim ponad 3 tysiące osób, a wśród nich ciężko chorzy, niepełnosprawni, bezdomni, osierocone dzieci, młodzież na odwykach oraz ludzie starsi. Birma to bardzo biedny kraj. Nie funkcjonują tu miejsca takie jak domy opieki, a w szpitalach nie dla wszystkich starcza łóżek. Gdyby nie Thabarwa większość z tych osób trafiłaby na ulicę.

Ludzie żyją tu w prowizorycznych chatach, a czasem po prostu na kawałku ziemi okrytym wiatą, chroniącą od słońca i deszczu. W wiosce znajdują się centra medytacji, szkoła i budynek, mający pełnić funkcję szpitala. Na stałe nie ma tu ani jednego lekarza – podstawową opiekę próbują zapewnić pielęgniarki i wolontariusze.

Mjanma, szpital, Thabarwa

 

Pierwszy spacer po wiosce był dla mnie szokiem. Nigdy wcześniej nie zetknęłam się z takim ubóstwem. Sparaliżowani pacjenci leżeli na prowizorycznych łóżkach w strasznym upale. Niektórzy w ubraniach niezmienionych od kilku tygodni. Chodziły po nich muchy, których nie byli w stanie odgonić. W wiosce nie ma wystarczającej liczby wolontariuszy, aby wszystkim zapewnić codzienną kąpiel.

Nie da się przejść obojętnie obok widoku ludzi, żyjących w gorszych warunkach niż psy w naszym ”zachodnim świecie”. Niezrozumienie, bezradność, poczucie niesprawiedliwości. Przecież to ludzie tacy jak my. Wszyscy powinniśmy mieć prawo do godnego życia i do godnej śmierci.

Thabarwa Meditation Center

Przekraczanie granic

O magii danego miejsca decydują ludzie, którzy je tworzą. W Thabarwie nie ma znaczenia skąd dany wolontariusz pochodzi, co robił w przeszłości, jakie ma wykształcenie i ile zarabia. Liczy się jedynie to, że jest w tym miejscu, gotowy do działania, do robienia rzeczy, o których wcześniej nie miał pojęcia.

Możliwości pomocy nie brakuje. Najważniejszym zajęciem jest opieka nad pacjentami – zmienianie opatrunków, przebieranie, podawanie leków. Od początku postanowiłam zapisać się na tę aktywność. Żadnego szkolenia nie przeszłam, bo nie było nikogo, kto mógłby je przeprowadzić. Przeraził mnie widok otwartych ran, odleżyn i zwijających się z bólu ludzi, dla których nie ma wystarczającej ilości leków.

Miałam szczęście pracować w parze ze studentką pielęgniarstwa z Francji. Wykonywałam jej polecenia i naśladowałam to, co robi. Niestety niedługo po moim przyjeździe musiała wracać do Europy. Pracując bez osoby doświadczonej przy boku bałam się, że zamiast pomóc jeszcze bardziej zaszkodzę pacjentom.

Przeniosłam się do teamu myjącego. Szybko odnalazłam się w tym zajęciu. Kąpiele miały miejsce na dworze przy pomocy gąbek i wiader. Niektórzy na swoją kolej czekali kilka dni. Ich radość po takim „prysznicu” była najlepszą motywacją do dalszej pracy.

Małe rzeczy

Oprócz pomagania pacjentom do wyboru jest dużo innych aktywności, takich jak nauczanie angielskiego w lokalnej szkole, gotowanie, zbieranie datków razem z mnichami, organizowanie zajęć artystycznych czy ruchowych. Każda okazja, w której mieszkańcy Thabarwy mogą oderwać się od swoich łóżek jest dla nich bardzo ważna. Często leżą w nich przez wiele tygodni, miesięcy czy nawet lat!

Zbieranie datków, Thabarwa Meditation Center
Zbieranie datków, które umożliwiają zakup jedzenia i leków.

Zbieranie datków przez mniszki, Thabarwa Meditation Center

Tak było w przypadku starszej pani, której ze względu na dużą wagę nie można było przenieść na wózek. Przykuta do łóżka nie widziała słońca już kilka lat. Każdego dnia budziła się i zasypiała w ciemnym holu polowego szpitala. Koordynator wolontariuszy na jednym ze spotkań zaproponował, abyśmy zabrali ją na spacer.

Rozpoczęły się przygotowania. Trzeba było przystosować wózek tak, aby pacjentka się na nim zmieściła i poprzestawiać łóżka, by w holu było więcej miejsca. W przenoszeniu brało udział pięć osób. Udało się! Pacjentka rozpłakała się, gdy po tylu latach zobaczyła błękitne niebo. Myślała, że już nigdy nie opuści swojego łóżka.

Innym wydarzeniem, które miało miejsce podczas mojego pobytu w Thabarwie, było otworzenie kawiarni przez grupkę młodych ludzi uzależnionych od narkotyków. Przebywając na odwyku nie wiedzieli, co mają ze sobą zrobić. O jakimkolwiek wsparciu psychiatrycznym czy psychologicznym nie ma tam mowy. Brak zajęć i celów sprawiał, że co chwilę wracali do używek. Zaoferowaliśmy im pomoc w założeniu kawiarni. Zaangażowanie młodzieży w projekt przerosło nasze oczekiwania. Każdy dał z siebie tyle, ile był  stanie. Mimo, że na początku w menu znajdowała się tylko kawa rozpuszczalna 3w1, miejsce chętnie odwiedzali mieszkańcy wioski oraz wolontariusze.

Założenie kawiarni nie jest rozwiązaniem ich wszystkich problemów i nie daje gwarancji, że już więcej nie sięgną po narkotyki. Ale poczucie, że mogą tworzyć coś swojego i są potrzebni w wiosce być może będzie dla nich pierwszym krokiem do lepszego życia.

Ludzie w Thabarwa

Thabarwa, dziecko

Każdy może pomóc

Podczas wolontariatu zapewniony jest nocleg, wyżywienie oraz udział w medytacjach i naukach prowadzonych przez mnichów. Mnisi zajmują się głównie praktyką duchową i zbieraniem datków, zaś wszelkie działania związane z mieszkańcami Thabarwy leżą w gestii wolontariuszy. Jedni przyjeżdżają na dwa dni, inni na wiele miesięcy. Ci drudzy zostają koordynatorami i są w stanie faktycznie coś zdziałać. Na codziennych spotkaniach omawia się aktywności na następny dzień i zapisuje się na wybrane zajęcia. Nie ma żadnego obowiązku pracy – każdy robi tyle, na ile czuje się na siłach.

Zajęcia artystyczne, Thabarwa Meditation Center
Zajęcia artystyczne

Dzieci w Thabarwa Meditation Center

Ludzie w Thabarwa Meditation Center

Dzieci w tradycyjnym makijażu, chroniącym od słońca
Dzieci w tradycyjnym birmańskim makijażu, chroniącym od słońca

Do zapewnienia mieszkańcom Thabarwy godnych warunków życia jeszcze długa droga. Brakuje nie tylko lekarzy, nauczycieli, leków i sprzętu, ale nawet wody zdatnej do picia. Jednak dzięki pracy i zaangażowaniu wolontariuszy z całego świata wioska powoli zmienia się na lepsze. Liczy się każda pomoc, każda para rąk do pracy.

Jeśli chciałbyś zostać wolontariuszem w Thabarwa Meditation Center zajrzyj tutaj. Więcej zdjęć pokazujących jak wygląda codzienność w centrum tutaj.

Na koniec zachęcam do obejrzenia filmiku. 🙂

8 komentarzy

    1. Bardzo się cieszę! Właśnie liczyłam po cichu, że może znajdą się jacyś szaleńcy, którzy po przeczytaniu o Thabarwie będą chcieli tam pojechać! 😀 Jeśli kochasz Birmę to na pewno Ci się spodoba – oprócz pomagania ten wolontariat jest świetną okazją do poznania lokalnych ludzi i ich niesamowitej kultury. 🙂

  1. Podziwiam Cię i zupełnie szczerze i całym sercem oznajmiam, że jesteś wielka. Taka praca wymaga niesamowitej wrażliwości wobec drugiego człowieka i jednocześnie bycia twardym, bo w obliczu takiego cierpienia łatwo się przecież załamać. Oby więcej było ludzi takich jak Ty 🙂 nie znalazłam informacji jak trafiłaś na te wolontariat, ale może coś przeoczyłam. Chętnie bym przeczytała!

    1. Dzięki wielkie za tak miłe słowa! To tylko kropla w morzu, ale jak zbierze się więcej ludzi to razem można dużo zdziałać. 🙂

      Wolontariat znalazłam na stronie workaway.info. Za rejestrację musiałam zapłacić ok. 30 euro za rok (brałam też udział w innym wolontariacie w Azji). Ale żeby zostać wolontariuszem w Thabarwie wystarczy skontaktować się z nimi przez ich oficjalną stronę www albo po prostu tam pojechać – zawsze każdego przyjmą. 🙂

  2. Zrobiłam błąd i zaczęłam czytać Twój wpis czekając na pociąg. Łzy mi się cisną do oczu z tego wszystkiego. Najbardziej wzrusza mnie i tak dobro, które każdego dnia ma miejsce w tym biednym miejscu.

    Ściskam Cię mocno i gratuluję tyłu dobrych uczynków.

    1. Dziękuję! Przed przyjazdem do końca nie wiedziałam jak to będzie wyglądać i pierwszego dnia byłam trochę przerażona… Chyba to dzięki innym wolontariuszom, którzy byli niesamowitymi ludźmi, szybko się tam odnalazłam i aż żal było wyjeżdżać… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *