Autostop w Mjanmie i jak zostałam aresztowana w swoje urodziny

W urodziny obudzić się w bambusowym domku przy rajskiej plaży -> wykonane.

Po pysznym śniadaniu razem ze Stef, którą poznałam w Mjanmie (dawniej Birmie), postanowiłyśmy opuścić cudowne Ngwe Saung i ruszyć w dalszą podróż. Stef była dość nietypowym backpackerem. Jeździła na stopa z ogromną walizką (czy to wciąż backpacker czy już suitcaser?) i była mistrzynią w negocjowaniu cen.

Ngwe Saung

Noclegi w Mjanmie są dość drogie w porównaniu do innych krajów Azji Południowo-Wschodniej. Hostele można znaleźć jedynie w Yangonie – największym mieście i byłej stolicy kraju. W innych miejscach najtańsza opcja to zazwyczaj guest house. Pensjonaty i hotele podzielone są na te dla turystów i dla lokalnych. Ceny w tych pierwszych są oczywiście dużo wyższe, a panujące surowe prawo zakazuje obcokrajowcom nocowania w hotelach dla miejscowych. Parę razy próbowałyśmy wbić do pensjonatu oznaczonego jedynie birmańskimi napisami, jednak za każdym odmawiano nam noclegu. Restrykcyjny rząd zakazał też między innymi przyjmowania pod swój dach przyjezdnych, więc nie działa tu popularny w wielu krajach couchsurfing.

Nasz bungalow

Autostop, z tego co wyczytałyśmy, zakazany nie był, a wręcz działał tu znakomicie. Średni czas oczekiwania na podwózkę wynosił u nas zazwyczaj około 5 minut. Najczęściej zatrzymywał się pierwszy przejeżdżający samochód. Tak też było i tym razem, gdy stanęłyśmy przy wylotówce z Ngwe Saung. Jechałyśmy z małżeństwem przemiłych Birmańczyków, którzy po drodze zabrali nas na obiad, a potem zatrzymywali się jeszcze kilka razy, by kupić jakieś owoce czy słodycze. Dawno nie byłam tak najedzona jak w momencie, gdy wychodziłam z ich samochodu. Po wspólnej sesji zdjęciowej (mieszkańcy Mjanmy uwielbiają robić zdjęcia z obcokrajowcami) podziękowałyśmy i przygotowałyśmy się do dalszego łapania stopa do miasta Bagan.

Z racji, iż Birmańczykom obca jest idea autostopu, nasz kierowca myślał, że nie chcemy przebyć w ten sposób całej trasy, a jedynie dostać się na najbliższą stację autobusową. Tak więc podrzucił nas pod sam dworzec, a że nie mówił po angielsku to ciężko było się dalej dogadać. Jak się zapewne domyślacie, nie było to najlepsze miejsce na znalezienie następnego kierowcy, więc postanowiłyśmy przejść się kilometr dalej licząc, że to coś pomoże. Niestety, nie pomogło. Ludzie wciąż podchodzili do nas i wskazywali drogę na dworzec. W końcu zatrzymał się samochód. I byłoby idealnie, gdyby tylko nie był to wóz policyjny.

Mimo braku znajomości języka birmańskiego zrozumiałyśmy przekaz: mamy się zwinąć i iść na autobus. Wszystko odbyło się oczywiście w miłym tonie, uśmiechnięci policjanci myśleli pewnie, że jesteśmy niespełna rozumu stojąc przy ulicy i machając ręką do kierowców. Zaoferowali nam nawet podwózkę na peron.

Nie zamierzałyśmy się jednak tak łatwo poddać, więc jak tylko panowie odjechali przeszłyśmy kilkaset metrów dalej i zaczęłyśmy znowu łapać. Niestety policjanci też nie chcieli odpuścić i za chwilę stali już przy nas większą ekipą wraz z ‘tłumaczem’, który miał może z 15 lat i niestety znał po angielsku tylko kilka słów.

– What you do here?

– Hitchhiking – pokazujemy kciuka w góra. – No money. Bagan.

– Aaaa. Bagan bus? Okay, okay. Here!

– No, no bus. We have no money.

– Yes, yes, bus, I know. Let’s go!

Zaraz zebrało się wokół nas  grono gapiów, brakowało jeszcze tylko mediów. Sytuacja zaczynała wyglądać dość komicznie, a kiedy policjant powiedział, że pójdziemy teraz z nimi, to postanowiłyśmy odpuścić i wybrać się na autobus. Niestety, było za późno. Chwilę potem siedziałyśmy już na komisariacie.

W urodziny zostać aresztowanym -> wykonane (choć tego akurat nie było na mojej liście).

Policjanci byli dla nas bardzo mili, zrobili nam nawet herbatę! Jeden z nich mówił trochę po angielsku, wypytywał nas o to, co tu robimy i dlaczego nie mamy pieniędzy. Wytłumaczyłyśmy, że to nie jest tak, że nie mamy przy sobie ani grosza, ale nasz budżet jest dość niski. Poza tym lubimy podróżować autostopem, bo to okazja do poznania lokalnych ludzi i spędzenia z nimi czasu. Idei autostopu nie udało nam się co prawda wytłumaczyć, ale w końcu opuściłyśmy posterunek policji. Zaoferowano nam nawet pieniądze na bilety! Oczywiście odmówiłyśmy przyjęcia takiej formy pomocy. Mjanma to wciąż bardzo biedny kraj, także branie gotówki od miejscowych byłoby szczytem głupoty.

Aby mieć pewność, że tym razem nie będziemy już nic kombinować, dwóch policjantów towarzyszyło nam w drodze na dworzec, a także w momencie kupowania biletów oraz wsiadania do autobusu. W końcu ruszyłyśmy w drogę do Bagan.

Przystanek na arbuzy
Stacja benzynowa
Na pace

8 komentarzy

  1. Nie rozumiem dlaczego chcecie podrozowac “za darmo”. Jezeli Was nie stac na podroze to zostańcie w domu. Podróże “na krzywy ryj” w krajach gdzie jest totalna bieda to obciach i WSTYD. Dlaczego probujecie naciągać tych ludzi na obsługę Waszych tłustych tyłków?
    Objechałem już kawał świata i polecam wiecej respektu i szacunku dla ludzi oraz zrozumenia gdzie się znajdujecie. I powinniscie zrozumiec jedno: nic w zyciu nie jest za darmo. To co Wy robicie to naduzywanie goscinności innych osób (w Tajlandii już zabronione).

  2. Niesamowite przygody! Nigdy nie podróżował autostopem, ale uwielbiam czytać o podróżach autostopowych. Często zabieramy też stopowiczów jak jeździmy po Polsce i Europie samochodem 🙂 Może i ja kiedyś się odważę i spróbuję? 😉 Na pewno jest to świetny sposób poznania kraju.

  3. Dziwny kraj, ten Wietnam 😉 Nie znają stopa, hotele mają tylko dla miejscowych… Ale jak ktoś jest miejscowy, to dlaczego ma nocować w hotelu, zamiast we własnym domu? 😉
    Ale mimo wszystko – baaardzo zazdroszczę 🙂 Nie aresztowania oczywiście, ale takiej podróży życia. I podziwiam 🙂

    1. Dzięki za komentarz! Akurat to wydarzyło się w Birmie, nie w Wietnamie:) Ale fakt, że trochę tam dziwnie… Jeśli chodzi o miejscowych to miałam na myśli podróżujących po kraju Birmańczyków 🙂

  4. Swego czasu na stopa jeździłam trochę na Bałkanach. Tam ludzie niechętnie brali do auta obcokrajowców, a jeśli już to domagali się opłaty za przejazd (niewielkiej, bo niewielkiej, ale jednak). Ideę autostopu rozumieli, ale bali się brać odpowiedzialności za kogoś z zagranicy. Teraz jest już pod tym kątem lepiej, bo i Bałkany na przestrzeni lat mocno się zmieniły.
    Dobrze, że Wasza przygoda z policją skończyła się tylko pobytem na komisariacie i herbatą 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *